piątek, 20 września 2013

ROSJA - powrót - przez kraj twórcy Łady,gdzie żaden mechanik nie umie jej naprawić

Za granicą powitała nas rosyjska jesień, na pierwszych drzewach jakie ujrzeliśmy pierwszy raz od 4 miesięcy kolorystyka była już żółto-czerwona. W nocy co raz mocniej opatulaliśmy się śpiworami puchowymi, przed wyjściem z namiotu zaczęło się pełne warstwowe ubieranie, gdyż rankami pełnymi wilgoci już brakowało rozgrzewających promieni slońca, a witało szare niebo. Codzienne życie w namiocie zrobiło się cięższe, a już na pewno nie było przyjemności z mycia w zimnej misce z woda... Bryyy... 

Pierwszą dużą miejscowością na naszej trasie był Czelabisk - żadnych pozostałości meteorytów niestety nie znaleźlismy. Wybraną przez nas trasę M5 otaczały ciągnące się po horyzont lasy poprzerywane czasem polami uprawnymi, a wszystko w pogórkowatym terenie przypominającym nasze Beskidy. Co to była za mila odmiana.  
Ufa tak odległe miasto od granic Polski, jest cześciowo związana z historią mojej rodziny, to tutaj urodziła się siostra mojej babci. Obecnie jest to bardzo duże miasto przemysłowe, szare i smutne na pierwszy rzut oka. W Ufie nasza Ładzina pojechała do miejscowego ASO Lady na lifting po trudach podróży: sprawdzenie stanu zawieszenia, zrobienie przedniego mostu, naprawę świateł, wymianę wszelkich filtrów i oleju i w końcu rozwiązanie problemu wtrysku - czarny dym przy odpalaniu, większe spalanie i krztuszenie się cały czas Niviascie dolegają.
Kto jak firmowi spece zrobią to najlepiej? Czekało nas jedno z większych zaskoczeń...
Usłyszeliśmy, że remont przedniego mostu to za dużo roboty z 7-8h i nie zrobią! Nad wtryskiem staneło z 20 mechaników Łady i zawyrokowało, że to stara technologia monowtrysku i oni nie wiedzą jak się za to zabrać, a nawet nie mają części ! Przypominam, że to wszystko było w ASO Lady u twórcy naszej Niviasty! Z resztą zadań ci "świetni" spece jakoś sobie poradzili, a po zdiagnozowaniu komputerowo zawieszenia uznano, że jest OK, co nas do tej pory dziwi po tych wszystkich tarkach, dziurach  itp.... Tak to w Rosji działa ASO!  Odcinek drogi miedzy Ufa, a Samara to kraina ropy, co chwila mijaliśmy odwierty. Towarzyszył nam smutny obraz całych hektarów pól obumarłych słoneczników - cześć była uprawami doświadczalnymi Rosjan :/ a cześć pochłonęła jakaś zaraza :/

W Samarze zrobiliśmy podejście nr 2 do ASO Łady, by naprawić wtrysk, jednak zostaliśmy szybko spławieni. Kolejny warsztat jak stwierdził, że nie ma oprogramowania do tego modelu, nawet nie raczył zaglądnąć pod maskę! W następnym jak usłyszeli o monowtrysku stwierdzili, że się nie znają i że ciężko ze specami w Rosji, gdyż taki wtrysk mają tylko Niwy eksportowe.

Niva rosyjskie auto, którego nikt nie potrafi naprawić w Rasiji! Jednak dostaliśmy adres do kolejnego speca. Niva po kilometrze, widocznie rozczarowana rosyjskimi mechanikami, poddała się i odmowiła posłuszeństwa wyłączając prawie całą elektrykę: padły wszystkie światła z awaryjnymi włącznie, deska rozdzielcza itp. Na szczęście tuz za rogiem znalazl sie mily kirgiski mechanik, ktory raz dwa zaczal ogladac wszelkie kable i znalazl jeden skopcony i w mig naprawił usterkę. 
Po awariach w Samarze w strugach deszczu trwajacego od kilku dni ruszylismy w kierunku Penzy. Po kolejnym noclegu w namiocie we wszechogarniajacej wilgoci ruszylismy w nasza trase dalej. Po drodze wypatrzylismy ASO Lady, do ktorego postanowilismy dojechac z ostatnim podejsciem - ok. 60-letni rosyjski mechanik stwierdzil, ze Lade z takim wtryskiem widzi pierwszy raz w zyciu! Nie ma wyjscia, jedziemy powoli ze zraca paliwo w sporych ilosciach Lada, ale co najwazniejsze jedziemy:) Sporym utrudnieniem jest to, ze trasa M5 jest w wiecznych robotach drogowych i sporo cennego czasu marnujemy na stanie w korkach, czasem kilkukilometrowych. Jezeli nie ma robot, to sa wypadki blokujace przejazd. Ogladamy roztrzaskane auta, tiry w rowach, samochody po pieknych dachowaniach i mniejsze stluczki. W poprzednich krajach byl na drogach pelen chaos, ale nie ogladalismy tak drastycznych wypadkow, a tutaj takie widoki po dwa, trzy razy dziennie to norma. Ze wzgledow czasowych, budzetowych i pogodowych (listopadowy klimat deszczowy) zrezygnowalismy z wjazdu do Moskwy. I tutaj uwaga dla podrozujacych pod zadnym pozorem nie jedzcie obwodnica A107! Jest ona w masowych robotach drogowych i wielokrotnych przejsciach kolejowych, ktore tworza gigantyczne korki. Praktycznie co 10km staje sie w korku do pol godziny i jazda 100km ta ala obwodnica jest nie malym wyzwaniem. Nasze objezdzanie Moskwy trwalo bardzooo dlugo i zajelo z pol dnia. 
Droga M9 na Zilupe zaczelismy sie kierowac do granicy lotewskiej. Niestety towarzyszyly nam caly czas nieustajace roboty drogowe, zapewne ich intensywnosc jest spowodowana zblizajaca sie olimpiada w Sochi. Podczas ostatniego noclegu na rosyjskiej ziemii oczywiscie standardowo na dziko w lesie w poblizu drogi, zostalismy obudzeni pokrzykiwaniami dochodzacymi gdzies z glebi z lasu, przebijajacymi sie przez strugi deszczu bebniacego w tropik namiotu. Potem glosy ucichly i uslyszelismy gluchy dzwiek jakby wbijanego w ziemie zelaza. Monotonnie sie powtarzal. Nie bylismy w stanie okreslic, co to jest? Czyzby wstawiali szlaban na jedynej drodze wyjazdowej dla nas? Czy robotnicy obudowuja budowana trase barierkami? Po ekspresowym zwinieciu naszych gratow, ruszylismy w strone wyjazdu pelni niewiadomej... Wkrotce zagadka zostala rozwiazana... Przy drodze ujrzelismy stos zlomu. Tak Rosjanie pozbyli sie zelastwa z jakiegos warsztatu. Moze nie ma skupow zlomu w Rosji, w Polsce za ta ilosc dostaliby calkiem niezla cene. Pozostala nam do przekroczenia ostatnia granica na naszym wyjezdzie. Ku naszemu zaskoczeniu, nie bylo prawie zadnej kolejki i odprawa po jednej i drugiej stronie poszla expressowo. 
Standardowo Niwa na polskich blachach wywolala spore zainteresowanie i wizy afganskie w paszportach takze. Wjechalismy do Unii i od razu poczulismy sie prawie jak w domu:)

Tak Niva świętowała Maćka 30-ste urodziny


Stacje bezynowe w Rosji mają ciekawą architekturę



Rosyjskie sklepiki, w których znajdzie się wszystko.

Ręczniki, miód , bańki na mleko, a nawet ponton

Zbliżamy się do Ufy

Ufa nie zachwyca

Patent na rower w mieszkaniu


W Rosji oprócz krasnali ogrodowych, wiedźm, zwierzęta tez są bardzo popularne

Ropa jest wszędzie
Umierające pola słoneczników

Barszcz Sosnowskiego o wysokości prawie 2m
Ostatni rosyjski odcinek
Na łotewskiej ziemii
Litwa :) Jeszcze chwilka i Gdańsk :)



KAZACHSTAN - part 4 powrót - Astana >> Kostanai 11.09-14.09

Wjechaliśmy w północny Kazachstan, który ku naszemu zaskoczeniu okazał się krainą rolniczą. Po horyzont ciągnęły się pola pszenicy, na których mnóstwo kombajnów zbierało plony z lata. Niestety zmieniła się pogoda, mogliśmy zapomnieć o żarce z nieba, która się na nas lała przez ostatnie miesiące. W ciągu dnia było słonecznie i zimno lub deszczowo i tez zimno, a nocą temperatury zbliżały się do 3st.

Kostanai jest bardzo przyjemną, spokojną miejscowością z parkiem pełnym klombów i z Wifi !:)

Wszechogarniajace pola pszenicy

Welcome in Kostanai







Unowocześnienie auta po otrzymanym mandacie - lusterko ma za zadanie odbijać czy palą światła, gdyż Niva w nieprzewidywanych momentach zaczęła zamykać swoje oczęta, nie dając nam znaku o tym

KAZACHSTAN - part 3 powrót 11.09 - Astana - miasto szalonych architektów

Astana  jest obecna stolica Kazachstanu i szybko zrozumieliśmy, dlaczego jest uważana za wisienkę wśród miast Central Azji. Po wszystkich miastach jakie widzieliśmy w Kazachstanie, Kirgistanie i Tadżykistanie o zabudowie ZSRRowskiej, ujrzeliśmy drapacze chmur jak wyrwane z Londynu czy Nowego Jorku. Wysokie szklane wieżowce to nie wszystko. Astana to monumentalne budynki o udziwnionych kształtach. Tutaj wygrywają architekci z projektami jak najbardziej szalonych kształtów: wielkie jajo, strzeliste wieże, rakieta, latający spodek czy gigantyczna antena satelitarna. Budynki maja podkreślić bogactwo Kazachstanu sprzedającego ogromne ilości gazu i baryłek ropy naftowej: budynek rządowy z mnóstwem złotych ozdób, robiące niesamowite wrażenie dwie strzeliste złote wieże tworzące bramy  do widoku na kazachski Biały Dom i szyby wieżowców sprawiających wrażenie mieniących się zlotem...Stolica Kazachstanu to także pomieszania wszelkich stylów jakich zaznała architektura na świecie. Wzdłuż jednej z ulic stoi rząd domów w stylu kolonialnym, a na przeciwko budynki z "antycznymi kolumnami", a tuz za rogiem "secesyjny budynek".  W nowym centrum kończy się właśnie budowa wielkiej opery wzorowanej na antyku? Renesansie? Szok! Astane warto zobaczyć, bo chyba ciężko znaleźć tak pokręcone i pomieszane miasto, robiące przy tym tak ogromne wrażenie. 
Polecamy ten azjatycki cukiereczek! 
P.S z góry przepraszam znawców architektury za błędy które mogły się wkraść z mojej niewiedzy ;]

Budynek mieniący się złotem to norma w Astanie
Pogoda w Astanie nam kompletnie nie dopisała


Kolumny - element nieodłaczny architektury w Astanie



Prezydenckie Centrum Kultury 

Most także musiał być wymyślny


Ufo wylądowało w Astanie

Budynek "Triumf Astany"

Najwyzsze drapacze chmur Emerald w Astanie - do 210m wys


Miasteczko różowych ambasad


105m pomnik Bayterek - "Drzewo Życia"

Nawet znalazło się miejsce na wielkie jajo

Palac Prezydencki Ak Orda ze zlotymi wiezami






Astanski meczet 

Wystawa slużb ratowniczych Kazachstanu


Ministerstwo Transportu i Komunikacji 


Siedziba firmy energetycznej KazMunayGaz



Centrum Rozrywki Khan Satyr - 150m wys.

Nowo wybudowana opera


Plac przed cyrkiem w Astanie





Hotel Raddison

Wieżowce Grand Alatau o wys. ok 150m



Po jednej stronie ulicy dom pamiętający czasy kiedy Astana była stepem, a
po drugiej stronie ulicy nowoczesny wieżowiec