środa, 12 czerwca 2013

UKRAINA – ACH TE DROGI ...


7 czerwca Przekroczyliśmy po ok. 4h granicę polsko – ukraińską, ponieważ było już po 23 zaczęliśmy szukać noclegu. Był tylko jeden problem – z jednej i drugiej strony były podmokłe tereny. Najlepszym wyborem była zatoczka przy drodze, gdzie na asfalcie postawiliśmy nasze namioty. Miny rannych kierowców mijających nasze obozowisko były bezcenne :P
Ukrainę ze względu na goniący nas czas potraktowaliśmy tranzytowo. Po naszych wcześniejszych doświadczeniach z ukraińskimi drogami spodziewaliśmy się najgorszego – dziur w asfalcie jak po bombardowaniu... Myślimy za chwilę się zacznie "dziurawy armagedon"... Wjeżdżamy a tutaj idealnie, gładki asfalt na ładnej, dwupasmowej drodze expresowej otoczony z dwóch stron bezkresnymi zielonymi polami i tak prawie przez całą Ukrainę. Dodatkowym plusem jest mała ilość kontroli drogowych. Jednak i one nas nie ominęły. Pierwsza poszła bezproblemowo – "ogniodusiciel" i apteczka były na pokładzie.
Ale żeby nie było tak pięknie wkrótce zobaczyliśmy przed sobą wielkiego, czarnego Cumulonimbusa. W miarę zbliżania się do niego ujrzeliśmy ścianę wody, która uderzyła w nas z całą swoją siłą, widoczność momentalnie spadła do prawie zera, wycieraczki nie nadążały z usuwaniem wody, a grad wielkości wiśni sprawił, że zaczęliśmy drżeć z przerażenia o przednią szybę Ładziny. Nie pozostało nam nic innego jak jechać 15km/h z włączonymi światłami awaryjnymi i z duszą na ramieniu przedzierać się przez nawałnicę. Na szczęście nic nie może trwać wiecznie i udało się nam wyrwać z objęć gromowładcy i dalej ruszyliśmy na wschód, gdzie ponoć istnieje jakaś cywilizacja...

9 czerwca był wyjątkowym dniem... Maciek zdecydował się na skorzystanie z najdroższej w swoim życiu informacji turystycznej – mandat w wysokości 50$ i 200HR stargowane z taryfikatorowego 1000HR + zabrania prawa jazdy. A za co? Za przejazd na czerwonym świetle, problem w tym, że sygnalizator ledwo świecił tym czerwonym blaskiem – taki "sygnalizator widmo". W ramach bonusa pan policjant pokierował nas jak zgrabnie przemknąć obok miasta, a nawet zapisał wszystko na karteczce. Następnego dnia Janusz pozazdrościł Maćkowi jego szczodrości we wspieraniu ukraińskiej drogówki i oddał 20$ :) ( za jazdę lewym pasem na dwupasmówce).

Ukraiński nocleg za Kijowem

Lenin wiecznie żywy


Prawie step

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz