niedziela, 28 lipca 2013

Kirgistan - part 8 - Osh i kirgiska medycyna naturalna

Osh jest drugim co do wielkosci miastem Kirgistanu, jednak porownujac je co do wielkosci z polskimi miastami jest male i orientowanie w centrum w myk staje sie latwe. Nocleg udalo sie znalezc tani - 600 som za trzyosobowy pokoj w postsowieckim hotelu Alay ze strzezonym parkingiem. W dzien Osh jest spokojnym miasteczkiem, wieczorem na ulicach pojawia sie bardzo duza ilosc policji i uzbrojonych w kalachy panow mundurowych. Dlaczego? Nie wiemy, moze Osh jest miastem przeladunku narkotykow szmuglowanych Pamir Highway z Afganistanu, a moze jest po prostu miastem ciemnych interesow. 

Bliskie spotkanie z kirgiska medycyna naturalna ...

Na poczatku byl piekny, zielony, wielki arbuz, potem jego smakowite zjedzenie, a kilka godzin pozniej nastapilo wielkie bum.... - jedno z najgorszych zatruc w zyciu. Po calej nocy meki, sprobowanie wypicia nastepnego dnia w poludnie,herbaty w Kafe skonczylo sie wizyta w czarne dziurze. Dwie Kirgiski zarzadzajace Kafe widzac moja bladosc twarzy i slabnacy stan postanowily interweniowac. Najpierw zakaz picia Coca-Coli. Potem czaszka slodkiej herbaty i sprobowanie maczanego w niej suchego chleba. Nie pomoglo - akcja zwrotna. Etap drugi - lyknac 10 ziaren pieprzu. Nadal bez rezultatu. Wtedy panie zaczely uwijac po swoim Kafe i postawily przede mna wielki sloik z fioletowa mikstura ( z obserwacji podejrzewamy, ze rozpuszczony nadmanganian potasu). Wypicie pierwszego sloika szlo ciezko, z przerwami na wizyte w czarnej dziurze. Ledwo wrocilam, a sloik byl juz napelniony do pelna. Dwa litry zostaly wypite i wtedy... jak pod wplywem magii dolegliwosci ustaly :) Zostalam przez panie polozona w ich komnacie i po ponad godzince snu stanelam na nogi. Dostalam jeszcze na wszelki wypadek 3 tabletki.  MEDYCYNA NATURALNA GORA :) 
P.S Panie z usmiechem na twarzy radzily nic nie kuszac do Polski :P Strzezcie sie przed epidemia zatruc arbuzowych podobno panuje !!!!
Przed wejsciem na wzgorze gorujace nad OSH

Kamienne Zjazdy na wzgorzu :P


Osh i jego ladne fontanny - centrum towarzyskie mieszkancow

czwartek, 25 lipca 2013

Kirgistan – part 7 – z przełęczy na przełęcz – z Song – Kol do Osh 21 -25.07



Nadszedł czas opuścić raj na ziemi Song-Kol i ruszyć dalej w kierunku Osh. Za radą Adventure Factory wybraliśmy zjazd na Ak-Tal. Była to jedna z lepszych decyzji. We mgle dostaliśmy się na przełęcz Moldo-Ashuu, a potem z rowianych chmur ukazała się dolina wyjęta jak z naszych Tatr, a mglista pogoda tworzyła tatrzański klimat. Za Ak-Tal pojawiły się wzgórza zbudowane z piaskowców, co dawało istnie marsjański krajobraz. Po szutrowych zakosach wdrapaliśmy się na kolejną przełęcz, a za nią jak za pstryknięciem palcami, kolejny całkiem inny krajobraz przypominający amerykańskie kaniony z Red Rocks. Mapa wskazywała nam w dolinie 5 wiosek, liczyliśmy na kupno chleba, a tu pierwsza wioska to jeden dom, druga i trzecia to pustostany,a czwarta jako tako była tylko, że sklep był zaopatrzony głównie w wódkę. Zwątpiliśmy. Na podjeździe przed Kazarman spotkaliśmy polkich rowerzystów Jacka i Anię, którzy okazali się mega pozytywnymi sakwiarzami i razem rozbiliśmy obóz na nocleg. Niva tym razem miała towarzystwo dwukołowych maszyn Kony i Gianta. Kazarman przyniosło nam wspinanie się pośród mieniących się zielenią gór na wysoką Koldema Pass. Była to chyba dla naszej Nivy najbardziej stroma wspinaczka. Droga była wąska, kamienista, z jednej strony skały , z drugiej urwiste zbocza, czasami urozmaicone wyrwą, z której można było zobaczyć kilusetmetrowe przepaści. Maciek dzielnie brał każdy zakręt, choć czasami zerkając w bok, stwierdzał, że przydałaby się pięćdziesiątka dla odwagi :) Lonely Planet opisuje, że ich Niva stanęła 27 razy , a Nasza tylko raz :) Top Gear powinien zrobić tutaj odcinek specjalny, jak już zrobili jedne na Drodze Śmierci w Ameryce Południowej nie powinni się rozczarować kirgiską trasą. Zjazd był tak eksteremalny jak podjazd i zaprowadził nas do miodem płynącej doliny Fergana. Nasz nocleg był nie lada atrakcją dla miejscowych dzieci, które były bardzo nami zainteresowane i bardzi ucieszyły się ze smyczy Polskiego Klubu Przygody. Rano zostaliśmy zaproszenie na śniadanie z chlebem, domową śmietaną, suszone z mleka serki – kuruk, czaj i oczywiście kumys – 2 czaszki na glowę wypiliśmy opróćz kierowcy Maćka :) Krajobraz wylotu z doliny jak za skinieniem magicznej różdżki zaczął przypominać Bieszczady, a potem z Wyżyną Lubelską z mnóstwem pół uprawnych.

 
Mglista Niva


Takie tam ze zjazdu

Cos tatrzanskiego w tym jest ?





Polski Klub Przygody z marsjanskim krajobrazem :)



Amerykanskie kaniony?

Oto dlaczego jezdzic rowerem a nie samochodem :) Megapozytywna para polskich sakwiarzy z Poznania :)


To zaczynamy nasza kirgiska droge ekstremalna :)

Konkurs rzucania kamieni do rzeki

Przyszly mlody Gdanszczanin

Kirgistan – part 6 – jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi – jezioro Song – Kol



Ładzina powoli wdrapywała się krętą szutrową ścieżką. Dzisiaj było to zadanie wyzwanie – dostać się nad jezioro Song – Kol leżące na wysokośći 3016 m n.p.m otoczone ze wszystkich stron łańcuchami górskimi. W środku Niviasty mieliśmy małego autostopowicza – 8-letnego chłopca z Song-Kol, którego dziadek wysłał z nami do góry, a sam został ze swoim psem i koniem – no cóż nie zmieścili się … Widoki na trasie w górę były olśniewające – na dole mieniące się odcieniami zieleni dolina, ponad nami przełęcz Kalmak -Assu z płatami śniegu na wysokości 3446 m n.p.m. Z jednym przystankiem na odpoczynek gotującej się Ładziny wjechaliśmy na najwyższy punkt, a naszym oczom ukazały się zielone stepy ze stadami krów, koni i jaków, porozrzucane lśniąco białe jurty, a w samym centrum tuż u podnóży urwistych stoków szmaragdowo – lazurowe jezioro. Poniższe fotografie to tylko namiastka – to trzeba zobaczyć na własne oczy !!!

P.S Song-Kol jest miejscem, gdzie narodowości wszystkich krajów łączą się: wycieczki Japończyków ze sprzętem jak z National Geographic, Czeszka pracującą dla ONZ ze swoimi krewnymi spod Pragi, Rosjanie co przemierzyli Tadżykistan w trójkę na jednym motorze z przyczepką !? I na deser polscy motocykliści, którzy wrócili właśnie z Chin ( a jednak da się wjechać, a jak spytajcie Adventure Factory). Pozdrowienia ślemy w kierunku ekipy No Experience Expedition – Świat jest bardzo mały :)

 
Wioseczka lezaca tuz przed podjazdem na SONG-KOL





Nasz maly autostopowicz :)






Song-Kol niby jezioro, a wyglada jak morze :)




wg nas budka pobierania oplat za rezerwat

Rozbici na zakazanym terenie

Nasi sasiedzi

Restowy trekking na pobliska gorke :)



Mozna by tu cos zaloic :)

Oczywiscie musielismy wybrac najbardziej strome podejscie - tacy z nas Taternicy :)

Dodaj napis

Na samym szczyt nie weszlismy, ale 3500 bylo :)



Czlowiek i jego maszyna :)


Z praktycznych informacji o Song-Kol:
·część przybrzeżna jest rezerwatem ochrony ptactwa wodnego m.in. Indyjskiej Dzikiej Gęsi i nie wolno rozbijać się przy brzegu tylko po drugiej stronie drogi, gdzie są jurty ( my nie wiedzieliśmy do czasu poinformowania przez lokalnego z 30-letnim stażem strażnika )
·zasięg można złapać tylko na betonowych fundamentach przy drodze
·z mapy wynika, że jest tylko jedna droga dojazdowa z lokalnego info i od polskich motocyklistów potwierdzamy 3 drogi: z Ak -Tal, z Keng-Suu i za Kara Unkjur